Dzieci u władzy

Mam tendencję do zamyślania się. Bardzo to lubię, myślenie. I tak sobie myślę czasem, jak obserwuję ludzi i ten świat, że będąc dorosłymi, zachowujemy się często jak dzieci. Jest to w pewnym sensie urocze, ale tylko wtedy, gdy to zdziecinnienie nie pojawia się w sytuacji, która wymaga bycia dojrzałym. A taką sytuacją niewątpliwie jest bycie politykiem.

Jako dziecko unikałam polityki jak ognia. Programy informacyjne to był dla mnie szczyt nudy i strata czasu. Być może dlatego, że na tamtą chwilę mało co z tego rozumiałam, ale może mogło to też wynikać z faktu, że było to coś istotnego, co często dorosłych doprowadzało do frustracji. Do ostatnich lat liceum, historia i polityka były ignorowane przeze mnie na każdym kroku, czego teraz żałuję, bo wiele cennej nauki mi umknęło, wolałam natomiast zagłębiać się w literaturę i wiecznie się zamyślać.

Kiedy jednak zostałam mamą, moje życie nie było już tylko moim, nieodzownym było oddanie jego części dzieciom, zaczęłam zagłębiać się w tematy polityczne, w sytuację naszego kraju i jego przyszłość. Do dzisiaj męczą mnie myśli, jaka będzie ta przyszłość. Oglądam czasem polityków, ich wystąpienia, obrady, konferencje. I muszę przyznać, że zdziecinnienie u osób na tak poważnym stanowisku, jest większościowe. Żaden w tym urok jak przepychają się w słowach, że osobom dorosłym wyłączany jest mikrofon, a tym samym możliwość wolnego wyrażenia swojego słowa. To dla mnie bardzo przykre doświadczenie za każdym razem. Wprowadzenie widocznej bardzo wyraźnie nierówności. Są ci po prawej co mogą więcej i Ci po lewej, szczuci medialnie przez propagandową telewizję, co jeszcze coś mogą, ale widać, że obcinane im są z roku na rok ręce.

Przyznam szczerze, że sejm Dzieci i Młodzieży odbywający się co roku w dzień dziecka ma więcej wspólnego z prawdziwą istotą polityki.

Jak dla mnie :)





Komentarze