Nasz lokalny borderline

Borderline to zaburzenie osobowości polegające na tym, że chory balansuje na granicy normalności i schizofrenii. Według mnie nasz kraj zachorował na borderline w 2015 roku i od tego czasu zmierza ustawicznie w stronę szaleństwa.

W poprzednim poście poruszyłam wątek naszego nieładu ustrojowego w państwie. No bo zgodnie z założeniami artykułu drugiego Konstytucji RP z 2 kwietnia 1997 roku, Polska jest: demokratycznym państwem cywilnym. Jednak kto ma oczy ten widzi, a kto ma uszy ten słyszy, że niezaprzeczalnie demokracja podąża sobie chwiejnym krokiem w stronę autorytaryzmu. I tak oto po połączeniu nazw demokracja i autorytaryzm, powstało nowe określenie ustroju: autokracja. Jego definicja w słowniku języka polskiego PWN brzmi następująco: «system rządzenia, w którym cała władza należy do jednego człowieka i jest sprawowana poza jakąkolwiek kontrolą społeczną»[1].

No nie wiem jak Wam, ale mi na myśl przyszła jedna osoba czytając tę definicję i nie jest to bynajmniej obecny prezydent. No tak, czyli Polska pchana jest ku czeluściom pewnej antydemokratycznej niewoli. Smutne to, ale niestabilność naszego kraju wynika wyłącznie z ogłupianego regularną propagandą społeczeństwa, ogromnej korupcji i koalicji kościoła (piszę z małej litery, bo duchowy wymiar kościoła, do którego mam jedynie szacunek, na chwilę obecną przestał istnieć, a kościół stał się ogromnym biznesem) z państwem.

Ludzie, dochodząc do władzy, zaślepieni własnym dobrem, aniżeli społeczeństwa, sprowadzają kraj na tory, których kierunek odpowiada im samym. I tak u nas w kraju powoli zapomina się o wolności obywatelskiej, o tym, że można stanąć na ulicy i wykrzyczeć, że jest się niezadowolonym. Policja zmienia się w milicję tłumiąc zgromadzenia rządowi niewygodne. To, że w telewizji publicznej wszystko jest bardzo przekoloryzowane to wiadomo od dawna. Przejęte zostały również radiowe stacje przez tego propagandowego grzyba, i żal mi się robi jak myślę o przyszłości tego kraju, jeżeli partia rządząca pozostanie ta sama po wyborach.

Postęp naszego państwa w kierunku autorytaryzmu (albo raczej regres) widać gołym okiem także na przykładzie sytuacji związanych z pandemią. Rząd wprowadził ograniczenia, cmentarze pozamykane, zakaz zgromadzeń, odstępy minimum 2 metry. A pan prezes co robi? Odwiedza cmentarz, zachęca do udziału we mszach św., w dodatku obchody rocznicy (bodajże dziesiątej) katastrofy smoleńskiej, bez odstępów, ze zgrupowaniem. Ehh

Tak sobie myślę, że do autorytaryzmu już blisko, ale jeszcze działają media opozycyjne, jeszcze gdzieś leży ta prawda i ktoś mam nadzieję podniesie ją i oświeci wszystkich, co byśmy się do reszty świata jednak przybliżali, a nie oddalali.

Rysunek mój,



Autorka: Zuzanna Pollesch

 

 

 



[1] „sjp.pwn.pl”[online], autokracja, dostęp: 28.05.2020.


Komentarze