Nasz lokalny borderline
W poprzednim poście poruszyłam wątek naszego nieładu
ustrojowego w państwie. No bo zgodnie z założeniami artykułu drugiego Konstytucji
RP z 2 kwietnia 1997 roku, Polska jest: demokratycznym państwem cywilnym. Jednak
kto ma oczy ten widzi, a kto ma uszy ten słyszy, że niezaprzeczalnie demokracja
podąża sobie chwiejnym krokiem w stronę autorytaryzmu. I tak oto po połączeniu
nazw demokracja i autorytaryzm, powstało nowe określenie ustroju: autokracja.
Jego definicja w słowniku języka polskiego PWN brzmi następująco: «system rządzenia,
w którym cała władza należy do jednego człowieka i jest sprawowana poza
jakąkolwiek kontrolą społeczną»[1].
No nie wiem jak Wam, ale mi na myśl przyszła jedna osoba
czytając tę definicję i nie jest to bynajmniej obecny prezydent. No tak, czyli Polska
pchana jest ku czeluściom pewnej antydemokratycznej niewoli. Smutne to, ale niestabilność
naszego kraju wynika wyłącznie z ogłupianego regularną propagandą społeczeństwa,
ogromnej korupcji i koalicji kościoła (piszę z małej litery, bo duchowy wymiar
kościoła, do którego mam jedynie szacunek, na chwilę obecną przestał istnieć, a
kościół stał się ogromnym biznesem) z państwem.
Postęp naszego państwa w kierunku autorytaryzmu (albo raczej regres) widać gołym okiem także na przykładzie sytuacji związanych z pandemią. Rząd wprowadził ograniczenia, cmentarze pozamykane, zakaz zgromadzeń, odstępy minimum 2 metry. A pan prezes co robi? Odwiedza cmentarz, zachęca do udziału we mszach św., w dodatku obchody rocznicy (bodajże dziesiątej) katastrofy smoleńskiej, bez odstępów, ze zgrupowaniem. Ehh
Tak sobie myślę, że do autorytaryzmu już blisko, ale jeszcze
działają media opozycyjne, jeszcze gdzieś leży ta prawda i ktoś mam nadzieję
podniesie ją i oświeci wszystkich, co byśmy się do reszty świata jednak przybliżali,
a nie oddalali.
Rysunek mój,

Komentarze
Prześlij komentarz