Dystans w dzisiejszym świecie czy jego brak?Pojęcie Globalizacji z przymrużeniem oka

Mam wrażenie, że świat pędzi jak szalony, w nikomu nieznanym kierunku. Jeszcze nie tak dawno bawiłam się na wsi w błocie, za zabawki uchodziły mi obcęgi, które z bratem nazywaliśmy „krokodylkami”, a tatuaże i kolorowe włosy były uznawane za zdziwaczałość. A teraz sama będąc mamą kupuję zabawki bezmyślnie i regularnie, po czym nagromadzone leżą i tracą na atrakcyjności po tygodniu.

Dużo czasu też spędzało się na rozmowach, na tańczeniu, śpiewaniu i spędzaniu wspólnego czasu z rodziną i przyjaciółmi. Ludzie na ulicy wydawali się mniej obcy niż teraz. Rozwój technologii, jakże istotny proces w światowym ujednoliceniu gospodarczym, rzekomo zatraca fizyczne bariery, tak jest rzeczywiście biorąc pod uwagę np. rozmowy z kimś przebywającym za granicą, w innym mieście czy choćby kilka kilometrów od nas. Ale zastanawia mnie i martwi fakt, że przebywając fizycznie blisko drugiego człowieka, mamy jednak coraz większe trudności z komunikacją. Matki dają dzieciom tablety, smartfony, byleby mieć spokój, móc zająć się własnymi sprawami. W związkach ludzie częściej patrzą na telefon niż na twarz ukochanej osoby, mniej rozmawiają. Czy technologia, nie odwraca jednak za bardzo naszej uwagi od drugiego człowieka?

Czasem mam momenty, kiedy zauważam dosyć dziwne może rzeczy i odnoszę je do nowo nabytej wiedzy. Było tak na przykład tydzień temu, jak już zaznajomiłam się z terminem globalizacja, podczas płacenia kartą w Lidlu słyszałam nieustający dźwięk kasowania produktów. Ludzie kupują, kupują jak szaleni, nie ważne czy jest im potrzebne to co kupują czy też nie. Po prostu są nastawieni na posiadanie. Można nazwać dobrobytem stan, kiedy na półkach sklepowych jest wszystko czego potrzebujemy na dany moment. I sami sobie taki dobrobyt zapewniliśmy właśnie tą nieustanną konsumpcją pociągającą coraz to nowe firmy do produkcji i walki o klienta. Taką walką nawet pomiędzy lokalnymi firmami i tak sterują światowi giganci, wyznaczający globalne standardy. Patrząc na społeczeństwa państw zachodnich, które powoli dążą do kulturowej unifikacji, mam wrażenie, że chęć posiadania stała się nadrzędną nad chęcią dawania. (Zaznaczę, że płacenie kartą jest jak najbardziej pozytywnym aspektem światowego rozwoju i niezwykłą wygodą. Ale o wygodach w następnym poście).

Zaślepieni własnym dobrobytem zapominamy o potrzebach innych ludzi. A potrzeby te są olbrzymie, gdy spojrzymy na państwa rozwijające się, ale będące daleko w tyle za rozwiniętymi imperiami zachodu. Złe warunki higieniczne i brak właściwej opieki lekarskiej powoduje wysoką śmiertelność. Poziom oświaty tak samo jak stopa życiowa ludności jest tam niski. Znaczna ilość ludzi jest niedożywiona i głodująca. Oczywiście nie można zwalić całej winy na globalizację w tym nieszczęściu, gdyż także czynniki polityczne oraz społeczno-kulturowe tych państw mają tu znaczenie, jednak kapitalizm potęguje ich zapaść.

Bardzo lubię pewne przyzwyczajenia ludzi, tradycje, obrzędy. Miło wspominam czasy, kiedy jako młoda dziewczynka podziwiałam dożynkowe procesje i wiejskie rytuały. Patrząc na to dążenie świata, albo nawet pędzenie w kierunku ujednolicenia kulturowego, nie widać już miejsca i czasu na myślenie o takich błahostkach. Jak ślub to szybko i w urzędzie, zresztą same związki są bardzo efemeryczne. Jak jest już jakaś procesja albo lokalne wydarzenia to tylko dla starych babć i dziadków. Młodzi wiecznie są zniecierpliwieni i gdzieś im się zawsze spieszy. Szacunek do osób starszych powoli zanika. Państwa zachodu w tym głównie USA wyznaczają trendy kulturowe, poprzez media społecznościowe, które ludzie tak namiętnie scrollują, niejako wpajają nam swoje przekonania, swoją wizję nowoczesnego świata.

My to wszystko chłoniemy.

W Polsce obecny rząd stawia opór tej wszechobecnej globalizacji, dlatego następuje u nas z lekkim opóźnieniem, jednak jest zauważalna i będzie niewątpliwie dalej postępować. Istnieją jej wady, głownie na nich skupiłam się w tym wpisie, ale także wiele zalet o których opowiem w następnym. Każdy z nas inaczej odbiera ten proces, ale mam wrażenie, że jego skutki dopiero kiedyś odczujemy bardzo mocno.

A Wy? Co myślicie na ten temat?

Pozdrawiam! 



Autorka: Zuzanna Pollesch

 

Komentarze